Nintendo Switch 2 ma w swojej bibliotece perełkę jaka pojawiła się nagle i pozamiatała wszystko. Pokopię WARTO ograć! Przeczytajcie to w mojej recenzji!
Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora gier Nintendo – CQE, które przekazało grę Pokemon Pokopia do recenzji. Dziękuję!
Przyznam się szczerze, że nie czekałem na Pokémon Pokopia. Po pierwszych zapowiedziach gry stwierdziłem, że to taki klon Animal Crossing z Minecraftem i w sumie… umrze dość szybko. W połowie miałem rację. To JEST klon Animal Crossing z Minecraftem i wyciąga z tego klona to co najlepsze tworząc własny charakter. I bogowie jak to świetnie wyszło!
To TY zbuduj sobie grę Pokemon!
Pokémon Pokopia to w dużym skrócie gra o budowaniu własnego świata w którym żyją tylko Pokemony.
…ale… to byłby zbyt uproszczony opis.
Pokémon Pokopia to gra w której budzimy się w totalnie zniszczonym świecie – którym jest Kanto, w którym nie ma ani jednego człowieka, Pokemony budzą się nie wiedząc jak się tu znalazły ale pamiętając, że jeszcze dosłownie przed chwilą żyły spokojnie ze swoimi trenerami. To gra w której odbudowujemy domy i naturalne środowiska życia Pokemonów, żeby przywrócić światu dawny blask, a przynajmniej, żeby go poprawić.

Przyznam szczerze, że wszystkie materiały promocyjne PRZED wydaniem Pokopii pokazywały sielską krainę w której jak w Minecrafcie mogliśmy budować własny świat Pokemonów. Nigdzie nikt nie wspominał nam o tym jaka wielka tragedia zdarzyła się w Pokopii i jakie potężne ma to znaczenie – a ma, bo fabuła kręci się wokół tego, że my – jako Ditto, poszukujemy swojego trenera, którego zgubiliśmy (i przy tym wszystkich ludzi na świecie, którzy zniknęli).
Co dla mnie najfajniejsze w Pokopii to to, że tu nie budujemy typowo „domów” dla Pokemonów, ale „habitaty”, czyli ekosystemy w których Pokemony naturalnie żyją. To tak, jakbyśmy sami projektowali grę Pokemon i ustawiali GDZIE ma być „trawka” z Pokemonem i jaki Pokemon może się tam pojawić. To w takim dużym przybliżeniu, ale sama koncepcja, że nie korzystamy ze świata już wykreowanego, tylko sami go tworzymy – niezwykle mi się podobała i jest totalną innowacją w świecie gier Pokemon.

Złap Sprowadź je wszystkie!
W Pokopii znajduje się 300 Pokemonów i nie mam z tym żadnego problemu, bo uważam to za odpowiednią liczbę. Pokemony musimy najpierw sprowadzić do swojej krainy i robimy to tworząc dla nich odpowiednie ekosystemy. Informacje o tym jakie są ulubione „miejscówki” Pokemonów dostajemy od innych Pokemonów lub odkrywamy w grze w trakcie fabuły lub eksploracji. „Habitat dex” jest świetnym narzędziem, który bardzo pomaga odkryć nowe gatunki (tym bardziej, że jeden Pokemon może występować w kilku ekosystemach).
Ekosystemy budujemy poprzez nasze działania, ponieważ zostaliśmy wyposażeni w pewne umiejętności (których uczymy się z czasem) oraz przedmioty rozsiane po świecie. Wystarczy zbudować odpowiednie środowisko by jakiś Pokemon który lubi taki ekosystem po kilku minutach pojawił się w nim (albo w nocy lub w deszczu, jeśli to Pokemon, który ma swoją ulubioną porę dnia, lub pogodę).

Sprowadzone Pokemony posiadają pewne umiejętności – niektóre mogą coś wycinać, podpalać, czy budować, a inne mogą „tworzyć sklepy”, zwiększać wzrost roślin, czy tworzyć elektryczność. Bardzo fajnie jest to wykonane, bo na przykład w takim Animal Crossing nasi „villagersi” sobie tylko mieszkali, a Pokemony (które są formalnie „villagersami”) mają swoje dodatkowe możliwości, które realnie przydają się w grze i wpływają na nią i swoje otoczenie.
Przywołanie do Animal Crossing jest tu celowe, bo tak jak w AC mogliśmy mieć jednego danego zwierzaka, tak samo tu w Pokopii możemy mieć jednego danego Pokemona (np. jednego Squirtla) i ani więcej. Pokemony tu nie ewoluują, jeśli chcemy zdobyć Wartortle, to musimy mu zrobić nowy habitat (ale Squirtle nam nigdzie nie ucieknie, chyba że zniszczymy jego dom i nie utworzymy mu nowego).

Ditto może wszystko. Z czasem.
Ditto to nasza postać, którą gramy całą grę. Z czasem uczymy się nowych umiejętności, które nie tylko popychają fabułę do przodu, ale pozwalają wykonywać więcej akcji i dają nam więcej możliwości. Ditto potrafi sadzić trawę, kopać, skakać (nie w każdej grze Pokemon to potrafimy!) i wiele więcej.
Pozwala to nie tylko modyfikować nasz świat, ale także budować zaawansowane struktury, jak domy (i ogólnie budynki), fontanny, farmy i w ogóle miasta. Nasze zdolności pomagają też niektórym Pokemonom w potrzebie. To ważne, ponieważ bez tego nie pchniemy fabuły dalej.

Sterowanie naszą postacią jest bardzo proste i przyjemne i działa również z „trybem muszki” w Switchu 2. Bez problemy każdy odnajdzie się w ekwipunku, budowaniu i sterowaniu.
Dej mnie nowe łóżko, podrap mnie po pleckach, zamów mi pizzę…
Kiedy zbudujemy już domy dla naszych Pokemonów, musimy zadbać też o ich komfort życia. Pokopia opiera się na tym, że nie tylko trzeba Pokemona przywołać, ale również zapewnić mu jak najlepszy byt i spełniać jego życzenia. I tak niektóre z nich wolą środowisko bardziej wilgotne, albo wolą kiedy w ich domu jest ciemno, albo cieplej. Spełniamy te życzenia budując zabawki, dekoracje, ogniska, światła a także stawiając łóżka, stoły i innego rodzaju meble.
Czasami wystarczy tylko dać jakiś smaczny owoc, a czasami musimy zbudować jakąś skomplikowaną strukturę, by danego Pokemona zadowolić. Każdy ma inne rzeczy które lubi i których nie lubi, a dopieszczenie środowiska Pokemonów jest w Pokopii kluczowe bo nie tylko pcha fabułę do przodu, ale również pozwala odblokować nowe przedmioty i przepisy.

Wszystko dlatego, że w Pokopii pojawił się zaawansowany crafting – i trzeba to przyznać – najbardziej zaawansowany jaki pojawił się w jakiejkolwiek grze Pokemon. Jeśli pamiętacie z mojej recenzji, że crafting pojawił się w Legends: Arceus, to wyrzućcie to do kosza. W Pokopii można stworzyć setki rzeczy z różnych przedmiotów. Są to meble, zabawki, lampki, ale także rzeczy wspomagające jak jedzenie, bo w Pokopii możemy też gotować.
Możliwości jakie daje wytwarzanie przedmiotów sprawiają, że wchodzimy w tryb „Minecrafta” i tworzymy wszystko co nam potrzebne z przedmiotów które zbieramy. No więc zbieramy wszystko – każdy kamień, patyk, listek i zapychamy nasz ekwipunek. I tu pojawia się moje zastrzeżenie, że… ten ekwipunek mamy za mały. W Pokopii jest tak dużo przedmiotów, że wiecznie brakuje nam miejsca i skrzynek (które też mają ZBYT ograniczoną pojemność). Przez co wszystko wala się po podłodze, albo w różnych skrzynkach, których zarządzanie nie jest jeszcze najlepsze (i liczę, że to zmienią w przyszłych aktualizacjach).
Co jest jeszcze warte powiedzenia to to, jak ogromna liczba przedmiotów jest w Pokopii. Jestem bardzo zaskoczony bo autentycznie w Pokopii możecie znaleźć, wykopać i wytworzyć setki rzeczy. Drogi, meble, płotki, zabawki, jedzenie, skamieliny, płyty z muzyką i wiele, wiele więcej! Na początku można odnieść wrażenie przytłoczenia, ale mimo wszystko deweloperzy bardzo postarali się, żeby przedmiotów był ogrom i każdy dopasował do swojego domu najładniejszy dywan, tapetę, czy stoliczek kawowy.
Pokemonom możemy też stawiać domy i to nie tylko „z prefabrykatów”, ale możemy stworzyć własny dom z bloków od zera, umeblować go i mieszkać z kilkoma Pokemonami razem.

Ludzie są najgorsi
Zanim przejdę dalej, chciałbym napisać trochę więcej o fabule w Pokopii, bo niektórzy mogą ją olać, a moim zdaniem jest jednym z mocnych punktów nie tylko w grze, ale także w samym lore Pokemonów. Może pojawić się tu kilka spoilerów, więc jeśli nie chcecie psuć sobie zabawy to omińcie ten cały akapit i przejdźcie dalej.
Pokopia prezentuje nam post-apokaliptyczne Kanto. Dostępnych mamy kilka krain, które są zniszczonymi miastami (przez powódź, suszę, czy na przykład wybuch wulkanu). W grze jasno stwierdzone jest, że to wina ludzi. Ludzkość opuściła Kanto… zostawiając wszystkie Pokemony. Z zakończenia gry dowiadujemy się, że ludzie, dzięki rakietom, które zbudował Zespół R (!) uciekli w kosmos (nie wiemy czy na inne planety, czy tylko do baz kosmicznych).
W grze znajdziemy mnóstwo rozsianych informacji, zdjęć, wycinków z gazet lub artykułów o tym jak ludzie żyli ze swoimi Pokemonami i co robili w miastach. Szczątki tych informacji budują niesamowitą narrację świata, która wyjaśnia się na samym końcu. Ludzie uciekli z planety zostawiając Pokemony samym sobie. Strasznie mnie to dobiło. Ludzie w Pokopii to najgrosze stworzenia – zniszczyli planetę i nie zabrali żadnych Pokemonów ze sobą. Jak wiemy, każda gra Pokemon, czy anime buduje narrację ludzi i Pokemonów żyjących w przyjaźni i harmonii. Niezwykle samolubne jest to, że ludzie uciekając zapomnieli (lub celowo) nie zabrali swoich Pokemonów. Nóż się w kieszeni otwiera kiedy docieramy do zakończenia gry i zdajemy sobie sprawę z tego, że zostawiliśmy Pokemony pamiętające i tęskniące za swoimi trenerami, w zniszczonym świecie pełnym zagrożeń i braku pożywienia, by same sobie radziły.

Gra pod otoczką budowania świata przemyciła niezwykle ważną informację o tym do czego może doprowadzić katastrofa ekologiczna i jak łatwo zapominamy o tym, że o świat i ekologię trzeba dbać. Twórcy pokazali też jak bardzo ludzkość potrafi być samolubna w swoich decyzjach i jakie może mieć to konsekwencje. W dobie aktualnych zmian klimatycznych taka fabuła uderza podwójnie.
Co ważne – dla mnie zakończenie Pokopii nie jest w ogóle pozytywne. Jest wręcz słodko-gorzkie, bo dowiadujemy się co stało się z ludźmi, ale też przez to co zrobili – chcemy być od nich jak najdalej.
Uważam, że twórcy gry wykonali przy tym świetną robotę, bo mam wrażenie, że nie wszyscy odczują to w ten sposób co ja. W ramach przyjemnej gry o odkrywaniu Pokemonów mamy tak na prawdę historię o tragedii planety i charakterze ludzkości. Bardzo dużo teorii fanów Pokemonów zostało również w ten sposób potwierdzonych – zwłaszcza tych o tym jak świat Pokemonów jest tak na prawdę światem post-apokaliptycznym. Fabuła jest moim zdaniem bardzo dobra i mimo, że szczątkowa – stanowi perełkę gry.

To jest piękne, to jest dobrze zrobione
Pokopia to gra która wygląda świetnie. Chciałbym i życzyłbym sobie, żeby każde Pokemony wyglądały tak ładnie. Świat jest bardzo ładny graficznie, kolorowy, żyjący. Pokemony mają świetne modele, które są w końcu porządnie animowane. Pokemony w końcu mają emocje wypisane na twarzy, wchodzą ze sobą w interakcje, rozmawiają, oglądają rzeczy, bawią się przedmiotami.
To niesamowite jak wiele radości może dać układanie zabawki przez Bulbasaura, albo pływanie Froakiego w wodzie. Pokemony mają wbudowane mnóstwo animacji i interakcji, kiedy mamy ich kilka w pobliżu – z ogromną przyjemnością ogląda się ich interakcje i działania.

W ogóle Pokopia to pierwsza gra Pokemon, która tak „żyje”. Pokemony nie są statyczne, przemieszczają się, mają swoje potrzeby i chcą wykonywać różne akcje. Zbierają i zjadają owoce z drzewa, korzystają z przedmiotów, które im dostarczymy. Interakcja z nimi jest bardzo duża i mój 4-letni syn pierwszy raz zainteresował się grą Pokemon w której w końcu mógł pobiegać ze swoim ulubionym Vaporeonem, dać mu jeść, czy porobić zdjęcia, gdzie Pokemon robił różne miny.
Dodatkowo w interakcje możemy wchodzić nie tylko z Pokemonami, ale z wieloma przedmiotami znajdującymi się w świecie Pokopii. Automaty z napojami wypluwają picie, budując tory możemy jeździć ciuchcią (razem z innymi Pokemonami!). Wiele przedmiotów po podłączeniu do nich prądu odżywa, jak ekrany laptopów na których możemy umieszczać nasze zdjęcia.
Muzyka też jest bardzo dobra. Jest tłem do naszego świata, ale dopasowana do pogody, czy pory dnia. Udźwiękowienie Pokemonów i przedmiotów jest zrobione świetnie, mimo że wiele z tych dźwięków słyszałem już w Animal Crossing.
Wspólnie razem lepiej
Pokopia udostępnia nam nie tylko własne miejsce które możemy przeobrazić w wymarzony raj Pokemonów, ale również „wyspy w chmurach” do których możemy zaprosić znajomych i razem coś zbudować. Do korzystania z tej opcji musimy mieć wykupiony abonament Nintendo Switch Online, ale pozwala to grać z innymi na specjalnie utworzonych wyspach, by odkrywać Pokemony i budować wspólny świat.
Online jest świetnym dopełnieniem gry, gdzie wraz z innymi możemy pochwalić się naszymi Pokemonami i naszą kreatywnością. Co prawda jest on mocno oddzielony od głównej części gry, ale nie zabiera przyjemności i zabawy ze wspólnego grania – a powiem więcej – bardzo je podkręca.

Dodatowo możemy odwiedzać wyspy innych nawet jak ich nie ma i po prostu popatrzeć sobie co zbudowali i jaki świat wykreowali. W internecie można podpatrzeć na prawdę świetne pomysły na domy, miasta a także kilka nowych habitatów dla Pokemonów.
Na prawdę warto zagrać
Pokopia to niesamowita gra. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim może przypaść do gustu, ale do mnie trafiła idealnie. To pierwsza gra Pokemon od lat (chyba od Legends: Arceus) gdzie każdą wolną chwilę spędzałem w grze, nie mogłem się doczekać, aż skończę pracę i wejdę na Pokopię i o której cały czas myślałem, że chcę zagrać.
Ludzie brali urlopy by grać w GTA5, czy Animal Crossing i powinni też brać urlopy by grać w Pokopię. Sam dla Pokopii kupiłem konsolę Nintendo Switch 2 i dla mnie Pokopia staje się „system sellerem”.

Pokopia podejmuje niezwykle trudne tematy związane z katastrofami ekologicznymi dając świat który możemy modyfikować wedle własnych pomysłów. Świat bardzo satysfakcjonujący z ogromem możliwości i przedmiotów. To jest świetna gra Pokemon. To jest wciągająca gra Pokemon. I to jest gra Pokemon w której nie stoczycie ani jednej walki i nie zostaniecie kolejnym mistrzem regionu.
Pokopia pokazuje, że można stworzyć świetną grę Pokemon jeśli tylko odłożymy na bok walki i dążenie Gamefreak i TPCi do czystego zarobku względem jakości gry (na was patrzę Scarlet/Violet i Legends: Z-A). Można bawić się z Pokemonami dużo lepiej jeśli sami deweloperzy mają fajne pomysły na swoją produkcję. Ja – bawiłem się najlepiej na świecie.





















