Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora gier Nintendo – CQE, które przekazało kod grier Pokemon FireRed i LeafGreen. Serdecznie dziękuję za wsparcie serwisu WAW Pokemon!
Od niedawna na Switchu możecie zagrać w stare poczciwe Pokemon FireRed i LeafGreen, czy warto wrócić do tych gier dzisiaj? I czy warto wydać na nie kasę ponownie?
Pokémon FireRed i LeafGreen – Powrót do korzeni w wielkim stylu
Pokémon FireRed oraz LeafGreen to wydane w 2004 roku na konsolę Game Boy Advance remaki pierwszych gier z serii (Red i Green). Przenoszą nas one z powrotem do legendarnego regionu Kanto, ale w całkowicie odświeżonej oprawie graficznej i z mechanikami znanymi z trzeciej generacji (Ruby/Sapphire).
W 2026 roku na konsole Nintendo Switch wydano te same gry jeszcze raz. Warto tu nadmienić, że wydanie jest identyczne jak to sprzed 22 (!!!) lat. Nie zmieniono zupełnie nic, oprócz blokady wykorzystania niektórych wyrazów, które po 22 latach mogą zostać odebrane jako obraźliwe. Nie mamy więc do czynienia tu z „remake”, czy „remade”, po prostu jest to ta sama przygoda z tą samą oprawą graficzną i opcjami – wydana po prostu jeszcze raz. Tak, by dzisiaj osoby, które nie posiadają GameBoy Advance’a i nie chcą bawić się w emulację – mogły oficjalnie kupić oryginalną grę i poczuć klimat z podstawówki.

O czym jest ta przygoda?
Wcielamy się w rolę młodego Trenera (lub Trenerki) z miasteczka Pallet Town. Twoja przygoda zaczyna się od otrzymania pierwszego Pokémona od profesora Oaka (do wyboru: Bulbasaur, Charmander lub Squirtle). Naszym głównym celem jest:
- Zostać Mistrzem Pokémon – musisz pokonać 8 Liderów Stadionów, zdobyć ich odznaki, a na końcu rzucić wyzwanie Elitarnej Czwórce na Wyżynie Indygo.
- Uzupełnić Pokédex – Twoim zadaniem jest spotkanie i złapanie wszystkich 151 gatunków Pokémonów zamieszkujących region.
- Powstrzymać Zespół R (Team Rocket) – po drodze będziesz musiał wielokrotnie krzyżować szyki złowrogiej organizacji, która wykorzystuje Pokémony do swoich niecnych celów.
Jest to klasyczna gra w którą intensywnie graliśmy 20 lat temu. Łapanie, wygrywanie i pokonywanie przeciwników jest tu na porządku dziennym. Stary system Pokemonów (w boxach), grak exp-share domyślnego i brak dexitu mogą zaskoczyć niejednego gracza 🙂 Wszystko tu jest po staremu, więc zaskoczy was wiele rzeczy (jak chociażby to jak działa Poison poza walką!)

Na czym polega rozgrywka?
Gra to klasyczne RPG, które opiera się na trzech filarach:
- Eksploracja: Przemierzamy lasy, jaskinie i miasta, odblokowując nowe ścieżki dzięki technikom HM (takim jak Cut czy Surf).
- Turowe walki: Budujemky drużynę składającą się z maksymalnie 6 stworków. Kluczem do sukcesu jest znajomość typów (np. ogień bije trawę, woda bije ogień) oraz dobór odpowiednich ataków.
- Kolekcjonowanie i handel: Niektóre Pokémony są unikalne dla danej wersji gry, co zachęca do wymiany z innymi graczami. Wymiana może odbywać się wyłącznie lokalnie pomiędzy dwoma konsolami Nintendo Switch.

Czy warto wrócić do przeszłości?
Osobiście jestem bardzo dużym fanem gier Pokemon FireRed i LeafGreen i są one w moim top 5 gier Pokemon. Przeszedłem je obie już wiele razy za swojego życia i bardzo się cieszę, że teraz są tak łatwo dostępne dla każdego gracza posiadającego konsolę Nintendo Switch.
Dla niektórych gra może być archaizmem, ale dla mnie to jedna z najfajniejszych odświeżonych wersji Kanto, z mechanikami za które fani Pokemon na całym świecie pokochały markę. Gra jest świetnie zbalansowana, od razu wrzuca nas w wir walki pomijając godzinne samouczki jak w dzisiejszych wersjach Pokemonów. Jest jednocześnie prosta w obsłudze, ale jak zwykle podkręcona poziomem trudności, którego próżno szukać w dzisiejszych grach Pokemon.
Grafika nie zestarzała się ani trochę, ja jestem bardzo dużym fanem Pokemonów w 2D i cieszę się, że w mój umysł nie zapomniał jak dobrze wyglądają w tej wersji. Są bardzo czytelne, kolorowe i nie przytłaczające.
Na Switchu oczywiście wszystko działa płynnie i responsywnie, ale zaskoczył mnie fakt BRAKU dodatkowego menu gry. Chociażby takiego, jakie mają gry na wirtualnej konsoli Nintendo Switch. Braku pauzy, save state, czy zmiany rozdzielczości (gra jest rozpikselowana na pełnym ekranie) albo jakichkolwiek ustawień, czy gratisów. Aż brakuje mi jakiejś instrukcji online, czy grafik promocyjnych, dosłownie cokolwiek! Nie mówię tu już nawet o pudełku, bo gry są dostępne wyłącznie w wersji cyfrowej i nic nie zanosi się na to, żeby w przyszłości miało być inaczej.

Nie będę ukrywał, że te gry WARTO mieć w swojej kolekcji, ale jedyna rzecz, która trochę mnie uwiera w bucie to cena tych gier. Otóż za każdą z nich trzeba zapłacić 80 PLN. To – dodam tylko – całkowicie nie zmienione w swojej formie oryginały gier Pokemon FireRed i LeafGreen. Ale mimo wszystko 80 zł za gry 22 letnie, które nie przeszły żadnej, ale to totalnie żadnej zmiany wydaje mi się ciut za dużo. Bez problemu zaakceptowałbym cenę 49 czy nawet 59 zł. Z 80 zł mam taki problem, że…. no po prostu w tej cenie nie tylko możemy dostać gry nowsze (bo nie ukrywajmy katalog gier nowszych niż 22-letnie jest przebogaty), ale w tej cenie możemy też dostać po prostu fajniejsze gry. Bogatsze w fabułę, angażujące na wiele więcej godzin i mające większy i pełniejszy gameplay.

TO co teraz napisałem wcale nie umniejsza FR/LG. O nie! To nadal fantastyczne gry, przy których i dziś bawiłem się świetnie i nie ukrywam, że nawet lepiej niż w Pokemon Legends Z-A! (poważnie!). Ale widać, że cena dostosowana jest albo do osób, którym nie udało się wcześniej upolować kartridża z FR/LG w rozsądnej cenie, albo dla typowych, ogromnych fanów Pokemonów – jak ja, które i tak kupią tę grę jeszcze raz po latach bo świetnie się przy niej bawiły.
To co na pewno jest warte zastanowienia to to, czy oprócz FR/LG nie zobaczymy jeszcze innych gier Pokemon w tej wersji. Kolejne tytuły na GBA aż proszą się o dodanie do biblioteki Switcha! Czy czeka nas Rubin, Szafir i Emerald w tej formie? Mam nadzieję, że tak! W końcu nawet te najstarsze ponad 20-letnie gry Pokemon, nadal moim zdaniem zasługują na uwagę, a teraz nawet jeszcze bardziej patrząc na to, jakie dziedzictwo stworzyły swoimi wydaniami.

Moja dzisiejsza ocena gier FireRed i LeafGreen to nie ocena tych gier sprzed lat, w które grałem i przechodziłem dziesiątki razy. To ocena AKTUALNEGO wydania, które trafiło na Switcha w cenie 80 zł. To ocena również tego co DODANO do tego wydania (a nie dodano nic!). Więc mimo wszystko oceniam tylko „port” na Switcha. A ten jest nie do przyjęcia. Żadnych dodatkowych opcji, zmian, czy czegokolwiek co pokazywało by dziedzictwo 22-letniego tytułu. Dla mnie takie wydanie jest nie do przyjęcia. Uwierzcie mi – gra jest świetna, ale lepiej ograć ją na oryginalnym GBA jeśli macie taką możliwość, niż na Nintendo Switch. Gdyby była dodawana do Nintendo Classics w ramach Switch Online to bym nie narzekał. Ale jako osobny tytuł? Odradzam!




















