⚡ Spotkanie z rannym Toxtricity – historia pewnego trenera
Wtedy go zobaczyłem — Toxtricity. Leżał w trawie, wyczerpany, z osmalonymi kolcami i drżącymi rękami. Wyglądał na takiego, który stoczył desperacką walkę o terytorium. Jego iskry słabły, ale w oczach nadal palił się buntowniczy błysk. ⚡
Powoli podszedłem i kucnąłem obok. Nie chciałem go przestraszyć, ale ledwo uniósł głowę. Z sakwy wyjąłem Potion, a potem drugą — silniejszą — miksturę, którą zawsze nosiłem „na wszelki wypadek”. Przez chwilę się wahałem. Czy zaufa mi — człowiekowi?
...
Toxtricity wydobył z siebie ciche „Tox…”, po czym dotknął mojego nadgarstka. To wystarczyło. Spryskałem jego rany, a niewielki błysk pokazał, że mikstura działa. Po chwili kolce znów zaczęły delikatnie świecić — i wtedy usłyszałem, jak z oddali zbliża się inne Toxtricity, tym razem wściekłe i pełne energii...
Spojrzałem na mojego nowego towarzysza. Zrozumieliśmy się bez słów.
„Chcesz to dokończyć razem?” – zapytałem, unosząc Pokéball.
On skinął głową, a z jego ciała wystrzeliły iskry – błyszczał jak świeżo naładowany generator. 💥
To był początek naszej historii.
Jak myślicie — czy ten Toxtricity był dziki, czy może ktoś go wcześniej porzucił? 🤔

